Western Leone

„Rytm filmu podporządkowany był zamiarowi uchwycenia ostatniego oddechu, jaki zaczerpuje człowiek tuż przed śmiercią. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie jest – od początku do końca – tańcem śmierci. Wszystkie postacie, poza Claudią (Cardinale), liczą się z tym, że nie dotrwają żywe do końca filmu„Sergio Leone

Sergio Leone kończy swoją przygodę z kręceniem westernów w spektakularny sposób. „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” to kino absolutne, daleko wychodzące poza schemat gatunku. Odważne, technicznie niezwykłe i przede wszystkim pięknie opowiedziane. Śmiem powiedzieć, że to jego najważniejszy film, a i najlepszy western w historii kinematografii. Tak więc już się pewnie domyślacie, co czułem gdy dotarliśmy na ranczo Sweetwater rodziny McBainów, na którym wydarzyły się kluczowe dla tego filmu sceny.

Jako że nie wypożyczyliśmy samochodu, a na autobus i taksówki w tym rejonie nie mamy co liczyć to postanowiliśmy przejść odcinek między miasteczkami „Mini Hollywood” do „Western Leone” pieszo. Spacer pomiędzy drogami szybkiego ruchu i piaszczystymi wybojami Tabernas w 30 kilku stopniowej temperaturze sprawił, że czuliśmy się jak bohaterowie „Zabriskie Point” Ale nie ma co ukrywać, to co zastaliśmy już na miejscu było warte każdej męczarni.

Ci z Was, którzy widzieli opus magnum Leone wiedzą, że ten czerwony, drewniany dom, pod którym odbyła się masakra rodziny McBainów nie był otoczony przez żadne inne budynki. Był okazałą chatą na pustkowiu. Niestety moda na spaghetti westerny zmusiła filmowców na rozbudowę tego terenu i wokół domu wyrosło całe miasteczko. Na terenie „Western Leone” można rozróżnić dwa typy budowli. Część budynków wybudowana jest w stylu klasycznych westernowych chat, a druga przypomina meksykańskie miasto – murowane domy z białymi ścianami.

Cena biletu jest wysoka (11 Euro) i tylko prawdziwy fan spaghetti westernów przymknie na nią oko. Domyślam się, że większość osób będzie zawiedziona tym jakie atrakcje tam na niego czekają. W porównaniu do „Mini Hollywood” nie ma w nim turystów, występów aktorskich czy mini zoo. Ale jest natomiast coś więcej, jest jakiś niesamowity klimat. Powiem szczerze, że to nastrój trochę przerażający. Wyobraźcie sobie miejsce, w którym jesteści jedynymi turystami w opustoszałym miasteczku na odludziu, w którym każda osoba z obsługi namawia Cię do tego abyś kupił pamiątkowe „sombrero”. Ciągle miałem przedziwne przeczucie, że nagle moja dziewczyna Karolina zniknie jak Anna w „Przygodzie” Michelangelo Antonioniego.

Ale dzięki temu, że byliśmy jedynymi zwiedzającymi mieliśmy dużo swobody, więc pozwoliliśmy sobie zaglądnąć w każdy zakamarek tego miasteczka. Oczywiście największe wrażenie zrobił dom McBainów, który teraz służy jako centralny budynek miasta – Saloon, w którym można zakupić porządny kowbojski trunek. Niestety obecność zalanej w trupa obsługi zwiastuje rewolwerowy pojedynek, a dla nas było za wcześnie na rozlew krwi.

Dom zaprojektowany został oczywiście przez Carlo Simiego. A co najciekawsze został wybudowany z pni, które pozostały po produkcji „Falstaff” Orsona Welles’a. Dom McBainów to ogromna drewniana chata w szwajcarskim stylu, która w filmie pełniła także funkcję symboliczną. Gdy, widzimy ten ogromy dom i pustkowie wokół niego, zadajemy sobie pytanie, gdzie na takim odludziu można było zdobyć tyle drewna. Dlaczego ktoś wybudował dom w miejscu, w którym nie przyjmą się żadne plony, a bydło nie będzie miało pożywienia. McBain rośnie w naszych oczach jako postać fantastyczna, która uciekła od świata i żyje tak jak większość z nas by sobie życzyła, na zupełnym pustkowiu. A jego dom to forteca, która będzie stała dumnie nawet po śmierci gospodarza. Alex Cox (autor książki “10,000 Ways to Die”) Porównał ją do monolitu z „Odysei Kosmicznej 2001”. Imponującego znaku cywilizacji, stojącego odważnie na drodze innemu symbolowi nowych czasów – kolei. I mimo, że dziś ten dom stoi w sercu westernowego miasteczka, to ciągle wydaje się jakby stał tam sam, nie naruszony przez czas.

„Pewnego razu na dzikim zachodzie” to nic innego jak próba mitologizacji dzikiego zachodu. Sergio Leone zmienia ton, jego trylogia dolara ukazywała bohaterów jako małych dzieci grających w szczeniackie gry. Tutaj mamy, natomiast pojedynki Bogów, w których każdy może przegrać. Ten efekt zostaje osiągnięty przez kilka czynników. Pierwszym z nich jest dobór aktorów. Leone w końcu mógł sobie pozwolić na zatrudnienie Henrego Fondy, aktora już w tych czasach legendarnego, a także Claudii Cardinale, której nieziemska uroda mówiła sama za siebie. Kolejnym czynnikiem była muzyka Ennio Morricone, który na potrzeby filmu tworzy wyjątkowo trzy różne motywy muzyczne odpowiadające charakterowi głównych bohaterów. Dorzućmy do tego wypełnioną po brzegi taśmy filmowej nostalgię i kruche uczucie przemijania a otrzymujemy obraz, który wychodzi poza wszelakie ramy gatunku.

Rozmyślanie nad geniuszem Leone sprawiło, że  straciliśmy rachubę czasu. Opuściliśmy Sweetwater w pośpiechu. A jako że nie jesteśmy koniokradami musieliśmy drogę powrotną przebiec, aby zdążyć na autobus do Almerii. Na przystanek nie zdążyliśmy, lecz kierowca się nad nami zlitował i zatrzymał się dla nas na środku drogi szybkiego rychu. W autobusie poczuliśmy pewien niedosyt, niesamowicie było zobaczyć Czerwony Dom, ale przecież Leone nakręcił sporo materiału do tego filmy także w Stanach. Monument Valley, Utah – stała się naszym nowym celem.

“The really crazy, amazing thing is that the Americans themselves like these Spanish (sic) Westerns. They prefer Once Upon a Time in the West to the real thing. At the moment we are going through a period which is madly destructive of one of the finest forms of cinema. The „spaghetti” has killed the Western!”Jean-Pierre Melville

Advertisements

2 thoughts on “Western Leone

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s